Rogalinek. Moja droga do prawdy

Witek z Mosiny
11 września 2015
Dwudziestopięciolatki z „Niewierzanki”
15 września 2015
Pokaż wszystkie

Rogalinek. Moja droga do prawdy

„Gdziekolwiek jesteś, nie zdołasz być obcy” – „Bądź zawsze obcy!”. Oto mój prowincjonalny świat, gdzieś daleko rozpościera się między Miłoszem a Gombrowiczem.  Niczym dwa drogowskazy furkoczą przy zmieniającym się wietrze, wskazując raz ten, raz przeciwny kierunek. Bo Miłosz i Gombrowicz to nie wybór albo-albo.

Miłosz zakwestionował romantyczny mit symbiozy człowieka z miejscem jego pochodzenia. Idiom miejsca, nazwy miejscowe, charakterystyczne zwroty czy nazwy własne – to wszystko przechowuje język, który łączy idiom ze zdolnością intelektualnego uogólnienia. Dzięki temu w lokalności dostrzega się uniwersum, a w uniwersum to, co własne. Wszędzie jest dom: nad Zatoką San Francisco i na litewskiej głuszy.

A Gombrowicz…? To nakaz obcości i autokreacji. Radykalne odrzucenie wszelkiego mojego, afirmacja wszelkiej inności.

A jednak i Miłosz, i Gombrowicz odkrywają wizję obcości, która przychodzi z wnętrza mnie. Masz dla mnie nazwę, która jednak zamiast do mnie prowadzi do mojego tekstu. Moja Miłobędzka:

moja nieobecność

i to że mnie nie ma

to też ja

Ulica Sikorskiego w Rogalinku jest odnogą głównej szosy i przez długi odcinek jest względem niej równoległa. Kiedyś nazywała się Świerczewskiego, pamiętam. Obojętnie jednak czyją nazwę nosiła, zawsze była drogą nieutwardzoną. Mieszkańcy okolicznych domostw wysypywali na nią popiół i resztki z pieca. Nic to jednak nie pomogło, bo za każdym przejeżdżającym samochodem w porze suchej kłęby kurzu zakrywały świat. W czasie deszczów i roztopów ulicą rządziły olbrzymie rozlewiska kałuż. A jednak to był mój świat. Był nim, mimo iż często budził we mnie lęk, poczucie niepewności. Nie potrafiłem się zasymilować z rówieśnikami, nawet tymi, którzy mieszkali w dalszej części Sikorskiego.

Jako weekendowy i wakacyjny przybysz nie dałem rady stopić się z ludźmi Rogalinka, wsi, którą kochałem jak żadną inną.

Chcę zabrać syna do Rogalinka. Odwiedzimy groby: pradziadków Apolonii, Feliksa i Katarzyny, dziadków Stasia i Jankę, babci siostrę Marię, wujostwo Olę i Władka, wujka Józka i nienarodzonego kuzyna Piotrusia. Potem wejdziemy na wał, z którego zobaczy kręte koryto Warty. Zejdziemy nad jej brzeg, może wejdziemy na łódkę… Nie wiem tylko, czy odwiedzimy ul. Sikorskiego. Gdzie go zaprowadzę? Do byłego domu dziadków? Zresztą to nie jest ta sama ulica, jaką znam z dzieciństwa. Drzewa rozrosły się, domów przybyło, działki skurczyły się. Chociaż chciałem być u siebie, zostałem wyrzucony. Idylla jak bańka – prysła.

W dzieciństwie spędzanym u dziadków jedną z ulubionych zabaw było grzebanie zwierząt. Odcięte kurom łby lądowały na składowisku wszelkich rozkładających się resztek. Wyławiałem je i zakopywałem w ziemi, by za jakiś czas dokonać ekshumacji. Ciekawił mnie stopień rozkładu. Dziwnym trafem nigdy nic nie znalazłem, jakby ktoś – lub coś – wykopał padlinę przede mną. Śmierć i towarzyszący jej rozkład fascynował mnie.

Dopiero z biegiem lat zacząłem sobie uświadamiać, że największego wtajemniczenia w śmierć doznałem właśnie w Rogalinku. Zaczęło się niewinnie, od wskazania miejsca śmierci pradziadka, który zachwiał się na czółnie i uderzył głową w jeden z jego boków. Piękna przyroda starego koryta Warty zaczęła snuć opowieść o życiu jako umieraniu. Jego ciało przez kilka letnich dni spoczywało w jednym z pokoi domu dziadków. Z opowieści mamy wiem, że kiedy wynieśli dziadka z domu, trzeba było zrywać podłogę, by pozbyć się zapachu rozkładu. Nigdy nie poznałem pradziadka Feliksa, ale za to poznałem prababcię Kasię – mamę babci Janki. Z wiekiem się kurczyła, droga jej życia stawała się coraz cieńsza jak jej biały warkocz. Zmarła w swoim domu, w Rogalinku. Potem była ta z najboleśniejszych – śmierć babci, potem dziadka. Po drodze było jeszcze kilka innych zgonów, także tych zadanych sobie samemu. Drzewo, które oprócz owoców, urodziło śmierć.

Zniknęło to, co dotąd było dla mnie ostoją. Rogalinek nadal jest dla mnie ważnym miejscem, nie tylko jako wspomnienie Arkadii dzieciństwa czy jako wielki nieobecny współczesnego życia. Stanowi dla mnie wciąż oswajaną lekcję na dziś i na przyszłość. Tematem lekcji są granice. To, co prawdziwe zawsze jest gdzie indziej, gdzieś obok, poza, z tyłu. Jest to lekcja, by nie wierzyć w ostateczność granic, są one wymysłem człowieka i jego rozumu.

rogalinek-dzw

Rogalinek – cmentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 − 5 =

promujbloga.pl

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.

Ustawienia plików cookie w tej witrynie są ustawione na "allow cookies", aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli kontynuujesz korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz przycisk "Akceptuj" poniżej, zgadzasz się na to.

Anulować