Dusznickie krzyże i kapliczki

Kościół w Wilczynie z mroczną historią w tle
15 sierpnia 2017
Polski początek września
12 września 2017
Pokaż wszystkie

Dusznickie krzyże i kapliczki

Nieme, pozbawione ruchu, a potrafią postawić do pionu jak mało co. Kiedy myślę o przydrożnych krzyżach i kapliczkach, spotykanych niejednokrotnie w kompletnej głuszy, gdzieś na odludziu, to na myśl przychodzi wielki znak „STOP”. Tak, dla mnie taka kapliczka jest jak czerwone światło na skrzyżowaniu i nakaz natychmiastowego zatrzymania się. Za każdym razem napotkana kapliczka zmuszała mnie, żebym się zatrzymał. I zatrzymywałem się. Zawsze. Chodzi o rodzaj doświadczanej mocy. Kiedy wędrówka trwa już którąś godzinę, jeśli dotąd nie spotkało się żadnego człowieka, to obojętnie, czy krajobraz był monotonny czy urozmaicony – spotkanie z krzyżem czy kapliczką jest zdarzeniem. Zdarzeniem, wobec którego nie można nie zająć żadnego stanowiska. Zdarzeniem, które unieważni dotychczasowe myśli.

Przy każdym takim zdarzeniu czułem zdziwienie, ciekawość, a nawet trwogę. Zdumiewało mnie doświadczenie gwałtowności i stopniowego rozchodzenia się. Wyobrażałem sobie, że tak właśnie wygląda wtargnięcie sacrum do profanum, o którym tyle czytałem w czasach studenckich.

Dusznickie pustkowia obfitują w krzyże i kapliczki. Rozległa sieć dróg i dróżek rozsianych pośród pól nadaje Dusznikom zupełnie nowy wymiar, jakże różny od tego, co widzi z okien samochodu podróżny. A widzi zaledwie dwu- może trzykilometrowy rząd domów, skupionych po jednej i drugiej stronie głównej drogi. Zupełnie jakby miejscowość nie miała żadnego wnętrza, jakby cała jej zawartość zawierała się w ekspozycji głównej ulicy. Tymczasem nie tylko główna ulica rozciąga Duszniki. Tę jednowymiarowość zakłócają pola i rozbudowana sieć dróg polnych. Każda z tych dróg kusi, by właśnie nią podążać. Każda z nich zaprząta umysł i każe snuć plany kolejnych wypraw. Niektóre z nich już mnie skusiły. Wbrew moim podejrzeniom, drogi te nie były ślepe, prowadząc jedynie do pola. Wiodły do okolicznych miejscowości, stanowiąc ciekawą alternatywę dla głównych traktów.

W wędrowaniu polnymi drogami cudowne jest to, że nigdy nie wiadomo, co się wydarzy za chwilę. Godzinami może towarzyszyć człowiekowi rozległa monotonia płaskiego krajobrazu, który ni stąd, ni zowąd staje się pagórkowaty. Podobnie jest z krzyżami i kapliczkami, które zawsze z wielkim zdumieniem odkrywamy w czasie wędrówek. Zdumiewa lokalizacja, bo czasem mamy wrażenie, że jesteśmy na zupełnym odludziu. Ale zdumiewa również doświadczenie wertykalizmu. Oko bardzo łatwo może się zgubić w nadmiarze płaskiej przestrzeni. Może się wtedy zrodzić przeświadczenie, że jest się w środku zupełnie nieznanej krainy. Bardzo szybko kraina ta staje się naszym labiryntem, z którego nie umiemy wyjść. Podobnie, kiedy oślepieni słońcem, spuszczamy głowę, widząc „Takie świata (…) koło, / Jakie tępymi zakreśla(my) oczy”, nagle spostrzegamy smukłość krzyża i od razu zaczynamy się prostować.

Napotkane krzyże i kapliczki są cudownym ocuceniem, chwilą, kiedy możemy przywrócić sobie właściwą perspektywę. Aleksander Jackowski w świetnej książce „Polska sztuka ludowa” stwierdza, że stawianie ich na skrzyżowaniach, a nawet w środku lasu można interpretować w kategoriach ustanawiania przestrzeni świętej. Wędrowiec mógł więc czuć się bezpiecznie, wszak znajdował się pod opieką Jezusa, Jego Matki bądź świętego patrona. Krzyż nawet z najdalszego odludzia czynił przestrzeń ludzką. Jako taki był swoistym drogowskazem, mówiącym, że droga, na której znalazł się strudzony wędrowiec, jest dobrą drogą, czyli taką, która doprowadzi go do celu.

Wspomniany Jackowski dodaje, że krzyże i kapliczki są często niepisaną kroniką lokalnej społeczności, śladem historii widzianej z perspektywy wioski. Krzyże wznoszono bowiem w miejscach bitew czy męczeńskiej śmierci. Nierzadko też upamiętniały ważne wydarzenia, jak powodzie czy zarazy.

Ponoć rodakowi, którego los rzucił w obce ziemie, widok kapliczek i krzyży kojarzy się z ojczyzną. Nie wiem, nie jestem rodakiem rzuconym do obcego kraju. Ale z całą pewnością trudno mi sobie wyobrazić pola i lasy bez znaków pobożności polskiego ludu. Dziś to przede wszystkim ślady religijności ludu, ale kiedyś mieszkańcom wiosek mówiły znacznie więcej. Co więcej mogły mówić dawnym mieszkańcom Dusznik? Mogły mówić o polskości i oporze. Czesław Duszyński, długoletni kierownik szkoły podstawowej w Dusznikach, prowadził kronikę tejże szkoły, która stała się jednocześnie zapisem tego, co działo się w Dusznikach. W kronice znajduje się taki oto wpis:

Od samego początku okupacji barbarzyńscy Niemcy wyrażali swe wrogie nastawienie względem religii katolickiej, wyrażając to poprzez usuwanie krzyży i figur przydrożnych. Rozbestwiona młodzież hitlerowska wpadła na cmentarz katolicki, okradając tenże z krzyżów nagrobnych, niszcząc figury świętych, niszcząc nagrobki. Kościół katolicki otrzymał szykanę tabliczkę z napisem: „Polnische Kirche”. W ten sposób zabroniono katolickim Niemcom uczęszczać na nabożeństwa.

Współczesnym wędrowcom warto przypominać, że krzyż to nie tylko znak pobożności. A może nie trzeba przypominać, bo dla nich każda wędrówka to wyprawa po to „mówiące więcej”?

Początkowo moje spacerowanie wiodło w stronę lasu. Idąc ścieżką przyrodniczo-edukacyjną, dochodzi się do rozwidlenia, na którym spacerowiczów wita Matka Boska. Ogród wokół kapliczki zawsze jest ukwiecony.

Z kolei przy głównej drodze w kierunku na Buk można znaleźć taki oto krzyż:

 

Dopiero niedawno moje wędrowanie zmieniło kierunek. Tak jak wcześniej szedłem w kierunku Młynkowa, tak od jakiegoś czasu odkrywam piękno pejzażu w kierunku Śliwna. Zanim jednak wejdzie się na polną drogę, cywilizowany świat żegna swoistym znakiem drogi:

Po prawej stronie jest ulica Polna, która wiedzie do bajecznego świata dróg i dróżek. Jedne prowadzą do Śliwna, drugie do Niewierza, a jeszcze inne…? Któż to wie? Kiedy już zmęczenie da się we znaki, to możemy być pewni, że zbliżamy się do kapliczki:

Jeśli zboczymy od kapliczki, dojedziemy do Śliwna. Jednak zanim zobaczy się napis:

– a jeszcze później krzyż (kolejny krzyż na skrzyżowaniu, zupełnie, jakby żywe było przekonanie, że w miejscach takich grzebano wszystkich tych, którzy nie mogli spocząć na cmentarzu – krzyż miał uspokoić dusze zmarłych, które włócząc się po pustkowiu, mogły zagrażać wędrowcom):

– to najpierw osobliwe ułożenie kamieni na rozwidleniu dróg, zapewne jest to przejaw myślenia magicznego:

Jestem pewien, że jeszcze niejedno na mnie czeka, krocząc drogami pośród dusznickich pól, tak samo jak jestem pewien, że jeszcze niejedno „więcej” usłyszę z tego, co zostało powiedziane.

1 Komentarz

  1. Baśka napisał(a):

    ???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen + 12 =

promujbloga.pl

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.

Ustawienia plików cookie w tej witrynie są ustawione na "allow cookies", aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli kontynuujesz korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz przycisk "Akceptuj" poniżej, zgadzasz się na to.

Anulować