Pomiędzy. O moim widzeniu prac Sylwii Taciak

Polski początek września
12 września 2017
Lekcja z wyobraźni
23 listopada 2017
Pokaż wszystkie

Pomiędzy. O moim widzeniu prac Sylwii Taciak

O Sylwii Taciak z Rogalinka dowiedziałem się zupełnie niedawno dzięki facebookowi. Pamiętam, że w tym „spotkaniu” ważne były dwie rzeczy. Po pierwsze, Rogalinek, mój kochany Rogalinek, a po drugie prace artystki, które od razu porwały mnie do swojego świata. Wiedziałem, że będę chciał opowiedzieć o Sylwii i jej pracach. Jednym z założeń Prowincji noc jest stworzenie kolekcji – jakkolwiek dziwnie to brzmi – ludzi, którzy są ważni dla prowincjonalności i peryferyjnego sposobu życia. Znaleźli się już w niej tak wspaniali ludzie, jak: Witek Różański, Krystyna Miłobędzka, Krystyna Głowniak i oczywiście Józef Czechowicz.

Dziś zadomowi się w niej Sylwia Taciak, o której świat tak naprawdę już się dowiedział. Teraz nadszedł czas, aby poznał ją szeroki świat prowincji. Mieszka w Rogalinku. Tam dzieli czas między malarstwem a pisaniem ikon. Działa w pracowni artystycznej pod patronatem Przyjaciół Dębów Rogalińskich, którą kieruje Lucyna Smok. W styczniu 2016 roku Sylwia Taciak zaprezentowała pejzaże miejskie z krajów całego świata, zainspirowana fotografiami z kolorowych albumów. Wcześniej, bo w 2015 roku otrzymała stypendium artystyczne Marszałka Województwa Wielkopolskiego w Dziedzinie Kultury. Jej prace znajdują się w stałych zbiorach Muzeum Etnograficznego w Poznaniu, w muzeum Górków w Szamotułach oraz w prywatnych kolekcjach w kraju i zagranicą.

O artystce z Rogalinka coraz więcej mówi się. Poznańska rozgłośnia radiowa zrealizowała reportaż o niej („Kolory Sylwii„).

Pracami Taciak zainteresowała się również Twoja Telewizja Internetowa. Gmina Mosina. Reportaż można obejrzeć tutaj:

Niesamowity talent

Wspomniana już Lucyna Smok zasugerowała pewne podobieństwo do Nikifora. I rzeczywiście, nie sposób uciec od tego skojarzenia. Chociażby na płaszczyźnie tematycznej. Malarz z Krynicy również zajmował się tematyką sakralną oraz pejzażami. Lubił malować krynickie budynki i dworce zarówno te małomiasteczkowe, jak i metropolitalne. Szkoda jednak czasu na snucie kolejnych paralel, gdyż prace Taciak posiadają swój własny urok.

Nigdy żaden św. Andrzej nie był tak przejmujący. Jest w nim i serdeczność, i troska starego człowieka. Nieco przekrzywiony staje się bliski każdemu z nas. To święty strudzony, wędrowiec, który głosił po świecie Słowo Boże i za które poniósł śmierć męczeńską na krzyżu. Uwagę przykuwają jeszcze oczy, wyrażające powagę i skupienie. One w połączeniu z żywymi barwami sprawiają, że św. Andrzej wydaje się żywy.

Oczy są znakiem rozpoznawczym Sylwii Taciak. Wprowadzają nieco niepokoju, skupiają uwagę, zaburzają percepcję, wyrywając z modlitewnej formuły. Kontemplacja obrazu Matki Boskiej staje się spotkaniem z żywą tajemnicą macierzyństwa i transcendencji, człowieczeństwa i boskości.

Osobliwe wrażenie robi połączenie czerwieni z surową, niemal ascetyczną twarzą kobiety z zaciśniętymi wargami. Doświadcza się w ten sposób dramatycznej złożoności postaci, w której to, co ziemskie ściera się z posłuszeństwem wobec Boga. Boga, który wyznaczył Maryi trudną rolę bycia świadkiem męczeńskiej śmierci syna. Ziemskie z boskim nie współistnieją w harmonii, zdaje się sugerować ikona Sylwii Taciak. Czerwień, która w ikonografii oznacza życie, naturę ludzką Chrystusa, a także męczeństwo, wyraźnie dominuje nad symbolizującym niebiosa błękitem.

Gdy się dłużej patrzy na ikonę, dostrzega się dostojeństwo. Uwagę pochłania twarz, szlachetna twarz, pełna powściągliwości, ale też zgody na to, co się stało udziałem Matki Boga. Rozświetla ją Boże Światło, uspokajając matczyne rozterki i wysubtelniając wyraz twarzy.

„Paryż – Londyn – Nowy Jork – Poznań” – taki tytuł nosiła wystawa, jaka miała miejsce w styczniu 2016 roku w LUPIE Pracowni Artystycznej w Puszczykowie. Składają się na nią obrazy, które przedstawiają metropolitalne krajobrazy. Wyczytałem, że inspiracją dla Sylwii Taciak były zdjęcia w albumach.

Wszystkie krajobrazy są niezwykle barwne i syntetyczne, z charakterystycznymi dla danego miasta elementami. W „poznańskim” obrazie są to koziołki, w „londyńskim” – strażnik sprzed pałacu Buckingham. To ciekawe prace, ukazujące świat piękniejszym niż w rzeczywistości jest bądź przeciwnie, ukazujące świat takim, jakim właśnie jest. Trzeba zadać sobie tylko odrobinę wysiłku, by go w ten sposób widzieć. W natłoku zdarzeń i informacji musimy uczyć się dostrzegać piękno otaczającego świata.

Został już przywołany Nikifor, ale przywołałbym jeszcze Witka Różańskiego, poetę wyobraźni z Poznania. Witek był odrębny i w tej odrębności niesamowicie intrygujący. Odnoszę wrażenie, że podobnie jest z Sylwią Taciak, która w zaciszu rogalinkowskiej pracowni maluje świat, swój własny, ale i nasz świat.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one × five =

promujbloga.pl

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.

Ustawienia plików cookie w tej witrynie są ustawione na "allow cookies", aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli kontynuujesz korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz przycisk "Akceptuj" poniżej, zgadzasz się na to.

Anulować