Na wsi wesele

99. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego
10 stycznia 2018
Na marginesie urodzin Wiesława Myśliwskiego
4 kwietnia 2018
Pokaż wszystkie

Na wsi wesele

Wyszli w noc. Wiatr ucichł. Na niebie, trochę jeszcze chmurnawym, gdzieniegdzie błyskają gwiazdy, na ziemi czarno; dopiero przyzwyczaiwszy oczy zaczęli widzieć w różnych miejscach nocnego mroku wątłe rudawe światełka ludzkich siedzib. Utykali po miękkiej, sypkiej ziemi.

– To nie na skos, nie miedzami pójdziemy? – pyta Boguski wspominając dawne ścieżki do chałupy starej Dobrzyńskiej. – Tak prosto przed siebie?

– Drogą lepiej – oznajmia Zuzia swym nieco twardym, chrypkim głosem. – To nowa droga.

– Tak, dawniej tu drogi nie było – stwierdza Michał.

– Tego roku zrobili. Od warszawskiej szosy i zaś do spółdzielni, a od spółdzielni do zbójeckiego traktu. Wyście tą drogą jechali od Olszówki. Tylko że do gminy wybrukowana, a ten kawałek dopiero będziem brukowali.

– Aha, no, widzisz, a gdy Zuzia nic na to nie odrzekła, zapytuje: – Toś pewno rada, że idziesz za mąż?

– No! Jakbym nie była rada, tobym nie szła.

– Jeszcze z ciebie młode dziecko. Inne w twoich latach uczą się fachów różnych. Do miast jadą, nauki pobierają.

Po dłuższej chwili milczenia Zuzia odpowiada:

– Musi ktoś być i na wsi.

– To prawda. Ale na wsi też nauki coraz więcej potrzeba.

– Uczą się teraz i po zamęściu, jak potrzeba.

– To prawda. Dobrze, a przyjeżdża tu do was kto? Kino przyjeżdża? Świetlicę macie?

– Nie, kino nie przyjeżdża. Do gminy to raz przyjeżdżało. Świetlica jest. W pałacu.

– Chodzicie czasem? Odbywa się tam co?

– Jak jest zabawa, to chodzimy.

Michał namyśla się, o co jeszcze zapytać, gdy naszedł ich jakiś cień głębszy od cieniów nocy. Okazało się, że to młody Jacek Boguski, syn Łukaszów. Dopiero co wrócił z miasteczka, dokąd woził na przedaj owoce. Jacek, obrotny chłopak, pomaga sobie w gospodarstwie skupując sady. Idzie teraz do ciotki Małgorzaty pomóc przy przedweselnej robocie. Zamienili parę słów, Jacek oznajmił, że jego żona Marysia czeka gości, spodziewała się nawet paru osób. Jacek śpieszy, więc po kilku słowach powitania ze stryjem rozchodzą się w dwie strony.

Lecz zanim zrobił ze sto kroków, nowy cień pośród nocy zaczepił tym razem Zuzię. Była to kiebieta. Pyta zdławionym głosem:

– Zuzka, to ty? Nie spotkałaś nikogo? Nic nie widziałaś?

– Nic nie widziałam. Jacek przechodził, mój wujeczny, tośmy się z nim spotkali. O co ci idzie?

– Nie, to jeszcze pierwej – wyjąkał nieznany Michałowi głos kobiecy. – Ja tu już dawno chodzę i jak stanęłam, to przeleciał koło mnie jakiś mężczyzna. Mówię ci, leciał jak nieprzytomny, leciał i stękał. Ciągle jęczał i wołał: “O, mój Boże, mój Boże!” Kto to mógł być? Co mu się stało?

– My nic nie widzieli. Może jaki pijany? A może ci się przywidziało? – mówi Zuzia cokolwiek niepewnie.

– Jezus Maria! – szepce kobieta i znika w ciemności.

– Kto to był? Co się tu dzieje, że kobieta po nocy taka jest niespokojna? – pyta Michał.

– To żona pana Stępnia. On tu jest kierownikiem tego rybnego majątku… dyrektorem. A ona ze mną chodziła do szkoły, tylko jak ja zaczynałam, to ona kończyła. Jej mąż pojechał do powiatu na zebranie, widać jeszcze nie wrócił, a ona tak się ciągle o niego boi, że mu co zrobią, bo on do tej spółdzielni bardzo namawia. Ale ona jest głupia, że się boi. U nas ludzie nie takie. Pewno jaki pijany taczał się i tak jęczał.

Ten obszerny fragment pochodzi z utworu Marii Dąbrowskiej “Na wsi wesele”. Autorka napisała go w 1954 roku, a więc w czasie, kiedy polska wieś gwałtownie zmieniała się gospodarczo i społecznie. Przytoczony fragment występuje na samym początku drugiego rozdziału i odnosi się do odprowadzenia gościa weselnego na nocleg. Odprowadza Zuzia Jasnocianka, która za kilka godzin wyjdzie za mąż za Cześka Rucińskiego. Osobą udającą się na nocleg jest Michał Boguski, brat matki Zuzi – Małgorzaty. Michał idzie przenocować w domu swojego brata Łukasza.

Gdyby chcieć odpowiedzieć na pytanie, o czym jest fragment, to trzeba by zacząć od tego, że jest to ciekawy opis doświadczenia nocy na wsi. Noc nie jest scenerią, tłem do przechadzki i rozmowy dwojga bohaterów. Wpływa na sposób odbioru rzeczywistości, doznawania wrażeń. Czym więc jest? W pierwszej kolejności doświadczeniem granicy. Będąc w domu, nie jesteśmy bezpośrednio narażeni na skutki jej działania. Dopiero kiedy otworzy się drzwi na zewnątrz, doświadczamy czegoś, co najlepiej nazwać zerwaniem. Noc jest czymś zupełnie innym od tego, gdzie/w czym byliśmy jeszcze przed chwilą. To gwałtowne doświadczenie inności zawiera się w pierwszym zdaniu: “Wyszli w noc”. Opuścili jeden porządek, by znaleźć się w drugim. Noc jest tutaj wszechobejmująca, namacalna, a przede wszystkim dosłowna. W noc się wchodzi, co znaczy mniej więcej tyle, że jest ona procesem, posiadającym swoją dramaturgię. Początek jest najbardziej newralgicznym momentem. Kiedy oślepieni światłem lamp wychodzimy z domu, doznajemy szoku. Musi minąć trochę czasu, by przestawić się na nowy porządek. Wtedy dopiero doświadczamy nocy właściwej.

Pierwsze spotkanie z nocą otwiera przed człowiekiem bezmiar. Czerń zakrywa przed ludzkim okiem wszystkie ograniczenia świata zewnętrznego. Znikają drzewa, rzeki, pola i budynki. W zamian pojawia się bezmierna przestrzeń, ograniczona jedynie od góry gwiazdami. To właśnie w takich sytuacjach doświadcza się całości. Jest to jeden z paradoksów doświadczania nocy. Pustka rodzi poczucie całości.

Dopiero po chwili, kiedy oczy przyzwyczają się do ciemności, zaczynamy dostrzegać delikatne światła domostw i różnicujemy gęstość ciemności. Nadal niewiele widać, ale widzimy to, czego nie widzimy. Nie widzimy ludzi, ale ich sylwetkę, tj. głębszą czerń (“cień głębszy od cieniów nocy”) już tak.

Noc otwiera człowieka na tajemnicę egzystencji, budząc w nim poczucie trwogi, a czasami lęku. Rozpaczliwy krzyk “O, mój Boże, mój Boże!” najlepiej oddaje powagę sytuacji. Nawet jeśli jęczenie w rzeczywistości nie miało miejsca, nawet jeśli było tylko głosem duszy przerażonej kobiety, to i tak można usłyszeć w krzyku jakąś pierwotną rozpacz, która rodzi się, kiedy człowiek obcuje z tajemnicą.

O ile dzień zakłóca ogląd relacji międzyludzkich i społecznych, o tyle noc odziera ludzi z masek. Temat spółdzielni rolniczych i przystępowania do nich podjęty w domu matki weselnej spotkał się z nieufnością. Nikt nie chciał za wiele powiedzieć, każdy unikał jednoznacznych ocen. Dopiero noc i strach Stępniowej – że mieszkańcy wsi zechcą pobić jej męża za to, że namawia chłopów do zrzeszania się w spółdzielni – rzucają nieco światła na stosunek mieszkańców wsi do kolektywizacji. Trzeba pamiętać, że mimo formalnie uznanej dobrowolności gospodarzy w sprawie zrzeszania się w gospodarstwach spółdzielczych, w rzeczywistości funkcjonowały różne środki przymusu: presja psychologiczna, ideologiczna oraz ekonomiczna (wzrost obciążeń pieniężnych i w naturze na rzecz państwa przy jednoczesnym ograniczeniu dostępu indywidualnych rolników do środków produkcji). Wszystko to nadaje nocy funkcję sądowniczą. Ci, których wiejska społeczność oceniła jako złych, nie mogą liczyć na spokojną noc.

“Na wsi wesele” Marii Dąbrowskiej opisuje zmiany, jakie w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych zachodziły na polskiej wsi. Scena nocnego odprowadzania wuja pokazuje, jak wieś zmieniła się zewnętrznie, ale także ujawniła nowe napięcia społeczne. Zmienił się układ sił, tylko strach chłopów pozostał bez zmian. Choć i tu się dużo zmienia. Pokolenie Zuzi Jasnocianki sprawia wrażenie pewnego siebie. Charakterystyczne, że w przytoczonej scenie to młodszy jest przewodnikiem starszego. Jednocześnie scena pokazuje coś znacznie bardziej doniosłego – aktywną rolę kobiet. Nie dość, że to młodszy jest przewodnikiem starszego, to jeszcze kobieta prowadzi mężczyznę. I rzeczywiście, ta myśl znajduje potwierdzenie w utworze. Mężczyźni zdają się być nieco nieporadni, czego przykładem jest mąż Małgorzaty.

Zdziwienie, czy nawet zgorszenie Zuzi, że babcia ze strony ojca przyjechała ubrana w archaiczne stroje wiejskie, że mówi inaczej, po wiejsku i tak też się zachowuje, kiedy kolejny raz raczy gości starą przyśpiewką pokazuje, jak problematyczne jest operowanie określeniem “wieś polska”. W rzeczywistości mamy do czynienia z odrębnymi organizmami wiejskimi, które rządzą się swoimi własnymi prawami. Jedno tylko zdaje się nie zmieniać – doświadczanie nocy jako tajemnicy. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × 4 =

promujbloga.pl

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.

Ustawienia plików cookie w tej witrynie są ustawione na "allow cookies", aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli kontynuujesz korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz przycisk "Akceptuj" poniżej, zgadzasz się na to.

Anulować